Wieczór Współczesnej Pantomimy – Tomasz Miłkowski

Tak się ułożyło, że tegoroczny festiwal sztuki mimu zaczynamy od deseru. Po błyskotliwej premierze duetu Bodecker&Neander („Światła miasta”) kolejne mocne uderzenie, czyli „Wieczór współczesnej pantomimy”. To zawsze oczekiwane spotkanie, niezbywalna część programu festiwalu od wielu edycji, podczas której artyści z rozmaitych szkół i krajów prezentują swoje poszukiwania.

fot. Kasia Chmura - Cegiełkowska

fot. Kasia Chmura – Cegiełkowska

Składanka powstaje po części spontanicznie, „zapinana” w ostatniej chwili, ale poszczególne jej części są zawczasu przygotowane przez zaproszonych gości. W tym roku podczas wieczoru prezentowali swoje prace obok wspomnianego duetu: Luis Braga (Szwajcaria), Mai Rojas (Hiszpania), Radim Vizvary (Czechy) i Bartłomiej Ostapczuk oraz adepci Warszawskiego Studia Pantomimy.

Rzęsiste brawa zebrał duet niemiecko-francuski za pokazy „Tresera Lwów” i „Pokusy” [fot. Daniel Rudzki]. To dobrze znane ich małe dramaty, w których łączą dowcip z ironią i zadumą, nie zapominając o linii dramaturgicznej. Obie scenki mają zaskakujące puenty, dzięki czemu całość nabiera głębszego sensu.

Wyróżniała się także prezentacja Radima Vizvary – „Narodziny Krzyku”, w której artysta zdołał ukazać niemy krzyk, jak z obrazów Muncha. Artysta w niezwykle zdyscyplinowanej scenie narysował przemianę zamglonego kształtu w zagubionego człowieka, w którym świat budzi przerażenie. Mocne emocjonalnie przedstawienie o filozoficznym przesłaniu.

Zasłużone brawa zebrała scena „Póki Śmierć ich nie rozłączy” wedle pomysłu Eweliny Grzechnik (najwyraźniej nawiązującej do znanego wierszyka Józefa Ignacego Kraszewskiego „Dziad i baba”), w reżyserii Pauliny Szczęsnej z udziałem Bartłomieja Ostapczuka. To opowieść o odchodzeniu i czepianiu się życia, obronie przed nieuchronnym odejściem, walce ze Śmiercią, która zwycięży dopiero wtedy, kiedy jako Trzy Parki przerwie ostatni taniec Starej i Starego. Scenariusz wydobywa nie tylko zniedołężnienie pary starców (podkreślają to spowolnione gesty i ruchy, ich uporczywe powtarzanie), ale także ich niebywałą więź emocjonalną (Stary staje do walki ze Śmiercią, kiedy zagraża jego żonie), która opiera się nawet porządkowi natury.

Wieczór pełen zadumy, bez mała elegijny, w którym nie zabrakło na szczęście prawdziwych rac poczucia humoru, choćby wówczas, kiedy Bodecker i Neander demonstrowali niepohamowane obżarstwo swoich bohaterów.

Tomasz Miłkowski
www.aict.art.pl
12-06-2017