„ARLEKIN I MOJA MATECZKA GĄSKA”

W 1806 r. w Covent Garden widzowie zachwycili się pantomimą pn. „Arlekin i Moja Mateczka Gąska”. Teatr zarobił na spektaklu  ponad 20 000 funtów. Suma ta w owych czasach była niesłychanie wielka.  Podobno przygody Matki Gąski oglądał wówczas cały Londyn. Pantomimą interesowali się wszyscy, lord kanclerz Eldon, który wcześniej jakoś nie pałał sympatią do sztuki mimu, obejrzał przedstawienie kilkanaście razy, urzeczony grą Joe Grimaldiego – genialnego Klauna.

 

performingartscollections.org.uk

performingartscollections.org.uk

Pantomima ta zapisała się w historii także i tym, że całkowicie przewartościowano w niej materię przedstawienia. Zrezygnowano całkowicie z przepychu, barwnego korowodu postaci, rozbuchanej scenografii. Zamiast olśniewających strojów i tajemniczych krajobrazów ujrzano prostotę oraz swojską scenerię wsi z jej mieszkańcami (w zastępstwie smoków, czarodziejów i elfów).

 

 

Okazało się, że Londyńczycy pokochali taką pantomimę. Identyfikować mogli się z bohaterami sztuki, ich poczucie humoru bliskie było prezentowanemu na scenie. Sztuczki Arlekina zastąpione zostały przez Grimaldiego duchem londyńskiej ulicy w postaci Everymana.

 

Mim stał się ulubieńcem publiczności, ponieważ zapełnił scenę tworami swojej wyobraźni, odzwierciedlającymi jednakże otaczający go świat. Zapamiętano go m. in. z tego, że w jednej z pantomim zmagał się z pięściarzem, którego stworzył z warzyw: kapusty, rzepy, rzodkiewek i pasternaku. Jak wyglądała taka potyczka, że widzowie byli zachwyceni, nie wiem i trudno mi to sobie wyobrazić, a jednak…

 

Swój sukces oparł Grimaldi także na przekonaniu, że dowcip sytuacyjny, nawet powtarzający utarte reguły dowcipu, zawsze się sprzeda. Stąd też w jego sztukach wciąż pojawiał się motyw przydeptywania nóg, staruszki, która przewraca się po wystrzale z pistoletu, pijaczka, który chce się napić i nie jest w stanie trafić szklaneczką do ust…

 

Nazywano Grimaldiego Garrickiem klownów. Największa formą uwielbienia stało się naśladownictwo! A jego naśladowano na potęgę! Okazywało się jednak, że to, co w jego wydaniu było sztuką, w wykonaniu innych stawało się jedynie sztuczką cyrkową. Miał bowiem Grimaldi przewagę nad wszystkimi konkurentami. Wspaniała technika to tylko podstawa, on każdą rolę budował dopiero na scenie! Nigdy nie zagrał dwa razy tak samo! A co najważniejsze: każda część jego ciała przemawiała własnym językiem. Kto dziś tak potrafi?

           

Włodzimierz Neubart
Chochlik kulturalny