JESTEM, JESTEM!

Zamilkłem na jakiś czas, ale to efekt dalekiej podróży. Jestem już, nieco sponiewierany na ciele, ale wciąż w miarę sprawny intelektualnie, dlatego wracam do regularnego pisania.

 
Nazbierało się przez te prawie dwa tygodnie tyle spraw. Po pierwsze: nie było mnie 8 maja na spektaklu Teatru Warszawskiego Centrum Pantomimy, od którego zaczęła się moja przygoda ze sztuką mimu. Dzieliło mnie od Sceny Przodownik Teatru Dramatycznego ponad tysiąc kilometrów, a jednak myślami byłem gdzieś między bohaterami przedstawienia a widzami, wśród których sporo było moich znajomych. Opinie o „Marcelu” zaczęły do mnie spływać już w kilka minut po zakończeniu widowiska. Dowiedziałem się o tłumach, które oglądały „Marcela”. Dostałem smsy z informacją o ludziach siedzących na schodach, o owacji na stojąco… Koleżanka napisała do mnie: „(…) Nie oszukiwałeś w recenzji, napisałeś ją tak, że miałam bardzo wysokie oczekiwania. I wszystko się sprawdziło. Pokochałam pantomimę”. Ech… serce rośnie! Kiedy ja znów zobaczę tego „mojego” „Marcela”?

 

Tymczasem zbliża się wielkimi krokami tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu. Do pierwszego spektaklu już niespełna miesiąc, ale wciąż jeszcze nie widzę oficjalnego programu. Mała prośba do organizatorów – przyspieszcie nieco, widzowie się niecierpliwią…

 

Gdzieś między Niceą a Cannes dotarła do mnie przypadkiem wiadomość, że 21 i 22 maja w Warszawie odbędą się w stolicy VIII Międzynarodowe Prezentacje Teatru Sztuki Mimu, podczas których zobaczyć będzie można m.in.spektakl „Kreator” w reż. Stefana Niedziałkowskiego oraz występ JIDAI. Przygotowano także wykłady na temat historii pantomimy. Coś dla mnie! Nie powiem, ogarnęła mnie ślepa furia na myśl, że ominą mnie takie perełki…

 

TABA tak w ogóle, to nie uwierzycie, ale nawet w Nicei dopadła mnie pantomima. Najpierw spotkany na ulicy mim (na szczęście nie była to pantomima uliczna w znanym nam w Polsce jarmarcznym wydaniu) potwierdził, że słyszał wiele dobrego o naszej pantomimie, później zaś na jednej z wiekowych kamienic zauważyłem tablicę poświęconą pochodzącemu z tego miasta poecie – Juli`emu Eynaudi. Fragment wiersza, zapisany na tablicy opiewa w dialekcie prowansalskim smutne życie Pierrota! To fascynujące – pojechać na drugi koniec Europy po to, by znaleźć coś takiego! Jestem w trakcie poszukiwań pełnej wersji tego utworu, nie jest to łatwe, ale dam znać, gdy tylko uda się go odnaleźć. Może dowiemy się, skąd ten Pierrot był obecny w życiu Francuza ponad sto lat temu?

 

Włodzimierz Neubar
Chochlik kulturalny

1 COMMENT
  • Paweł 12 maja 2016

    No wreszcie! Bo już smutno było.

POST A COMMENT