Devils revolution – recenzja

Motyw zaświatów zdaje się być jedną z najchętniej wykorzystywanych inspiracji artystycznego świata. Ujściem dla najlepszych fantazji, a często i czarnych myśli okazuje się wizja piekła, po którą europejscy i polscy twórcy od wieków wyciągają swe ramiona. Od Dantego i jego „Boskiej komedii”, przez malarstwo Memlinga i „Fausta” Goethego, po deski współczesnych teatrów. W Poznaniu iście diabelskiego klimatu dostarcza spektakl „Devils revolution” Akademii Sztuk Scenicznych PAPA w reżyserii Jana Romberga.

Ta oparta na klasycznych motywach, pantomimiczna realizacja świata piekieł przygotowana została na 33. edycję Międzynarodowych Spotkań Teatru Pantomimy w Dreźnie. „Devils revolution” to historia świata podziemi, który rządzi się swoimi prawami. Pełne okrucieństwa działania głównego diabła, Mefistofelesa, może zakończyć jedynie bunt pozostałych. Okazuje się jednak, że sprawiedliwości trudno zagościć tam, gdzie panuje jedynie zło. Tyrania jednostki, spod której tak trudno się wyrwać, jest największą karą dla uwięzionych dusz. Różnorodne kreacje postaci, odkryte w „szatańskich” ruchach i żywej mimice młodych aktorów Akademii, przyciągają uwagę widza. Diabły w całej swej piekielnej naturze okazują się niezwykle ludzkie. Poddane ciągłym strachom, namiętnościom i żądzy władzy szukają chwili wytchnienia w okrutnej rzeczywistości.

Pomimo poważnej tematyki spektakl pełen jest dużej dawki dobrego humoru. Figlarne diabły potrafią nie tylko przerazić, ale także rozczulić i szczerze rozbawić. Choć każdy z nich to charakterystyczna i indywidualna postać, na scenie nie brak momentów wspólnego działania, a wszystkie zaistniałe sytuacje okazują się skutkiem wzajemnych, skomplikowanych relacji.

„Devils revolution” to świat poplątanych stosunków, pełen groteski, gdzie tragizm miesza się z komedią, a piękno z brzydotą. To spektakl pełen ruchu i zmiennych kompozycji, w którym pantomimiczna pomysłowość na tle dobrej muzyki i gry kolorów wystarczy, by przenieść widza w świat pozaziemskiej atmosfery.

Izabela Sobczak

POST TAGS: